Opis postaci
Nie będę tu prawił morałów
na temat podłoża psychologicznego postaci, ani żadnych innych spraw związanych
z postacią. Pokażę tylko przykład historii postaci stworzonej przez Jasmine.
Urodziłam
się na Wyspie Bagien, wymarłej i zniszczonej przez wybuchy wulkanu krainie. W
mieście Klash-gar, uważanym za wymarłe. Niegdyś Klash-gar zwany też Miastem
Mieczy niewątpliwie był chlubą mieszkańców, krainą tą rządzili rycerze i
ich zdumiewające, wspaniałe miecze, nie przypuszczali nawet, że kiedyś ich Złoty
Dom Chwały popadnie w ruinę. A było to tak: Dawno, dawno temu, gdy Orchią władali
reptilioni, na wyspę sprowadzano najlepszych kowali i płatnerzy, a także
zbrojmistrzów. Na początku miasto Kowali zbudowane zostało u brzegu Lasu
Bagien, lecz bagna były nieokiełznane i rozrastały się w zastraszającym
tempie zabierając porty, i kuźnie tak długo budowane przez reptilionów.
Wtedy wysłano ekspedycję w głąb wyspy mającą za zadanie sprawdzić co
kryje się na bagnach. Między innymi w ekspedycji tej był legendarny władca
lasów druid, elf Natash i jego rodzina. Po kilku latach do zrujnowanego miasta,
powróciła jedna osoba, jedyna z piętnastoosobowej ekipy córka pewnego
krasnoluda Kadnad. Udała się do domu Treshssa- reptiliona czuwającego nad
bezpieczeństwem mieszkańców. Opowiedziała mu jak mordercze są bagna, i, że
za nimi kryją się dwa słone jeziora: Bur-Born,
nazwane przez nich Bagnem Niedźwiedzi. Oraz drugie wielkie jezioro
CoLhan-mleczne. W jeziorach tych żyją przedziwne stwory, lecz nie nastawione
wrogo, raczej obojętnie. Ale to co znajduje się na tym drugim przeraża mnie
nadal. Reptilion był zdziwiony opowiadaniem dziewczyny, wyspa wcale nie wydawała
się być tak duża jak mówiła. Ale była. Dziewczyna mówiła jak jej
przyjaciele ginęli w potwornych bagnach. Lecz reptilion chciał wiedzieć co
kryje się na jeziorze. Więc Kadnad powiedziała. Wulkan. Potwór wznoszący się
nad niebiosa, zdający się wyrzucać z siebie chmury, i rodzić góry.
Reptilion uważał, że to świetne miejsce, aby założyć miasto. Ludzie nie
chcieli się tam przedzierać, mówili, że to niebezpieczne, że nawet druid
zginął. Ale Treshss miał za zadanie założyć bezpieczne miasto kowali. 83
lata przedzierali się przez cuchnącą puszczę uciekając przed gniewem hydr.
W jednej z walk z tymi stworzeniami poległ Treshss. Ludność chciała wrócić
do normalnego życia powrócić do swoich miast, lecz gdy zawrócili okazało się,
że bagno wciąż się wynurza, gdy wrócili zastali tylko resztki statków wrośniętych
w bagno. Nie mieli z czego budować, lasy się zapadały, a góry zdawały się
piętrzyć z sekundy na sekundę. Dotarli więc na Colhan, gdzie spotkali się z
boginią Sharami, która okazując łaskę dała im statek, lecz kazała im go
spalić gdy dotrą do brzegu. Wypłynęli więc na iluzyjnym statku do wybrzeży
wulkanu. Na cześć obecnego władcy reptilionów (chyba obecnego) Klasha
Nieposkromionego, nazwali tak wulkan. Miasto leżące u jego podnóży Klashtorn
okazało się jednak nie wystarczalne. Nie było tam niewiele lasów, jedynie to
co było na brzegach, lecz zapewne i to nie wystarczyłoby do ogrzania miasta.
kowale nie mieli też swoich kuźni. A na dodatek padał cały czas śnieg. Elfy
i reptilioni przenieśli się w wyższe partie wulkanu. Ludzie zostali na dole
zadowalając się tym co mieli, Klashtorn opuściły też krasnoludy, które
odkryły gdzieś pod zastygłą lawą przeróżne rodzaje metali. Reptilioni
zaczęli sprowadzać kamienie z dołu wulkanu, zaczęli budować nowe miasto.
Teraz nie przeszkadzał im śnieg, gdyż było tam tak ciepło, że zamieniał
się on w wodę, od tej pory mieli wodę. Budowali powoli wioskę- Klash-gar. Po
jakimś czasie sprowadziły się tam też krasnoludy. Razem stawiali kamień
przy kamieniu. Tymczasem ludzie i ich małe miasto Klashtorn chcieli zabrać to
wszystko dla siebie, ruszyli więc w górę wulkanu. Jednak nie zaatakowali.
Zobaczywszy Klash-gar, miasteczko zbudowane dzięki współpracy postanowili pomóc
dawnym przyjaciołom. Znowu zaczęto wyrabiać tam wspaniałe miecze, i inne oręża.
Pojawili się pierwsi rycerze. Rycerze dosiadający oswojonych hydr. Mimo iż
nie byli źli to nazywano ich rycerzami chaosu. Co jakiś czas wyjeżdżali na
wyprawy, walczyli z sharanami i innym paskudztwem zajeżdżającym ich wyspę.
Powoli władzę przejęli rycerze. Zbudowali spośród kamieni Złoty Dom Chwały.
Złoto przetapiano tam za pomocą węgla, który wydobywały krasnoludy wraz z
metalami. Miasto stało się domeną rycerzy, zjeżdżali się oni z całego
archipelagu. Klash-gar stał się stolicą broni. Lecz świetność miasta minęła
równie szybko jak przyszła. Przez stulecia ludy kowali, żyły nie wiedząc o
swoim nienarodzonym sąsiedzie. Synu bogini Sharami. Mantikorze. Mantikora lew o
ognistej grzywie, skrzydłach czarnego smoka, i o ogonie stworzonym z kolcy,
ujawnił się mieszkańcom Klash-garu pierwszego dnia wiosny. Przedstawił się
jako Ten Któremu Ogień Się Kłania, a dokładniej, jak jest napisane w pamiętniku
mojej prababki:" Był piękny wiosenny zmierzch, słońce długo nie
zachodziło. Posadzili nas, dzieci na punkcie obserwacyjnym. Nigdy nie zapomnę
tego słońca, jego czerwień, była taka jak moja skóra(...). Wpatrzeni
siedzieliśmy więc i śpiewaliśmy pieśni o rycerzach. I nagle stała się
ciemność. Niebo było tak czarne jak moje włosy, słońce znikło. Dym dusił
moje słabe serce. Nagle zaczęło trząść. Widziałam jak w oddali strumienie
czerwieni pochłaniają mój dom. I Złoty Dom Chwały! Patrzyłam jak bezbronni
rycerze ginęli w piekielnym płynnym ogniu. Przybiegli jacyś ludzie. Zamknęli
nam oczy i nieśli w dół wulkanu. Z tyłu słyszałam krzyki. Nagle poczułam,
że stoję. Moje oczy się otworzyły. Lawa tryskała niczym gorąca fontanna.
Ludzie umierali. I nagle z płomieni wyłonił się on. Skrzydlaty potwór, o
ognistej grzywie, i kolczastym ogonie. W mojej głowie zabrzmiał donośny władczy
głos: ' Jestem tym, któremu się będziesz kłaniać, bo jestem tym, któremu
ogień się kłania. Jestem synem Władczyni Ognia,
zbudujecie tu miasto na moją cześć, i cześć mej matki, ja będę wam
panem, nauczę was wykorzystywać ogień i żółty proch, wy odizolujecie się
od świata i stworzycie nowe miasto. Yinthirę'. Pamiętam te słowa wciąż
jeszcze słyszę je przed snem. Potwór zniknął w wulkanie. Wraz z garstką
ludzi, elfów, krasnoludów i paroma reptilionami zeszliśmy do Klashtornu.
Gdzie opłakiwaliśmy nasze rodziny(...) Przez trzy wieki siedzieliśmy
bezczynnie, śpiewając pieśni o potworze z wulkanu. Teraz ruszyliśmy zbudować
miasto, chcieliśmy odzyskać dawną świetność. Choć w chwili obecnej nie było
z nami żadnego rycerza, ani też reptiliona, pięliśmy się ku górze.(...).
To co zobaczyliśmy na szczycie przeraziło nas. Ciała naszych przyjaciół,
ojców, i matek leżały zalane płynną skałą. Szczątki Domu Chwały przebłyskiwały
gdzieniegdzie. Zaczęliśmy wszystko burzyć. Wtedy zaczęły zdarzać się
cudy. Wymyślono larynę (zapałki), zaczęliśmy budować z użyciem lawy,
zbudowaliśmy ogromne miasto większe od Klash-garu, chociaż niektórzy wciąż
je tak nazywali to przyjęła się też nowa nazwa Yinthira- odrodzona"
Prababcia umarła. Ofiarowała się Sharami. Skoczyła do
wulkanu. Z jej zapisków wiemy o Mantikorze, ma on wśród nas swoich kapłanów
i wiernych. On, Sharami, oraz Arianna zajmują się nami. Yinthira jest ogromnym
miastem zbudowanym z krwi naszych dziadków. Myśleliśmy, że rycerze powrócą
na swych potwornych rumakach. Ale wróciły tylko hydry, bez rycerzy. To był
koszmar. Któregoś dnia jakaś kobieta zaginęła. Po dwóch miesiącach wróciła.
Była w ciąży. Nie było mnie wtedy na świecie, ale wiem to z opowiadań
babci. Po niespełna miesiącu urodziła dziecko. Nie wiedziała czyje, ale
urodziła, bliźniaki. Chłopca i dziewczynkę z ogonami! Ogonami takim jak miał
Mantikora, ogonami skorpiona. Dzieci te były agresywne, każdy kto został
przez nie ukąszony umierał. Chciano zabić dzieci, ale matka spowita jakimś
dziwnym szałem broniła je. W końcu było już wiadomo, że to synowie
Mantikory. Rodzili się szybko, szybko dorastali, ale nie chcieli umierać, więc
nie umierali. mnożyli się na szczęście wolno. Byli bardzo inteligentni, oraz
silni. Lecz nie lubili ludzi, elfów, a już najbardziej krasnoludów. Zaczęli
robić z nas niewolników i nie wydawało się, aby Sharami czy Mantikora
przyszli nam z pomocą, tym bardziej też Arianna, której to ponoć są sprawką
Skorpilioni. Staliśmy się niewolnikami. Skorpilioni kazali zbudować sobie
osobną dzielnicę w głębi krateru. Tak też się stało. Lecz pięknego lata
urodził się on. Skorpilion. Skorpilion, który zakochał się w pięknej
elfiej dziewczynie, będącej jego niewolnicą. Elfka to wykorzystała. Za jego
sprawą narodził się niewolniczy bunt, a osłabieni skorpilioni ulegli. elfka
zabiła nocy poślubnej owego skorpiliona, nie chcąc w ten sposób wzbudzać
podejrzeń innych skorpilionów, oczyściła się z zarzutów. Jako, że
skorpilioni przegrali nie mieli prawa nam rozkazywać. zamieszkali w mieście,
odgrodzeni murem. Ludzie sprawują pieczę nad nimi. Mantikora nic nie zrobił w
ich sprawie, Sharami, ani Arianna również. Oni nazywają siebie ludem Yinthiry, my jesteśmy kowalami. Kowalami z miasta
Klash-gar. Naszą boginią
jest Sharami, naszym panem Mantikora, opiekunką Arianna. Urodziłam się w
okresie zimnej wojny. Nie znałam swego ojca. Moja matka jest chyba kimś ważnym,
ale nie mam pojęcia kim. Chodzą plotki, że rycerze kiedyś wrócą, tylko
kiedy? Czy to będę ja, raczej nie. Ale dosiądę kiedyś hydry, będzie mi posłuszna,
to będzie hydra z naszych hodowli. Lubię hydry. Jestem pierwszym dzieckiem
mojej mamy. Może przez to mnie tak dziwnie traktuje. Nigdy nie miałam łatwego
życia, ale mama mnie rozpieszczała. Mama jest czarodziejką i łowcą. Znajomi
nazywają ją rycerzem natury. Więc jednak będę rycerzem. Rycerzem natury.
Rycerze powrócą. Uczyłam się kowalstwa, ale szło mi to miernie, wolałam
strzelać z łuku. Wolałam pływać, nurkować i bawić się. Nigdy tak naprawdę
nie czułam się dobrze w wulkanie. Wolałam pływać w Mlecznym Jeziorze, aniżeli
dusić się w kraterze nad kawałkiem metalu, przypominającego miecz. Gdy dostałam
swoje pierwsze mieszkanie nie byłam zachwycona. Wyprowadziłam się z tego
miasta, kierując się do Klashtornu. Zapadła wioska zbierała tylko osobliwości,
elfów i ludzi nie mogących znieść duszności. Moja matka wybrała się ze mną.
Pewnego dnia kazała mi wyruszyć wraz z moim przyszłym mężem do
Gett-war-garu. I nie wracać. Już nigdy. Ale powiedziałam jej, że i tak wrócę
i mnie nie powstrzyma, ona powiedziała, że jeżeli wrócę to zabiją mnie.
Nie powiedziała kto, nie powiedziała dlaczego tylko wezwała ludzi i wraz z
moim przyszłym mężem wylądowaliśmy na bagnach. Nie mieliśmy pojęcia jak
się urwać z bagien. Ale znaleźliśmy dziwną ścieżkę prowadzącą do
morza. Na brzegu stał jacht. Trimaran. Wypłynęliśmy w kierunku lądu. Nasz
statek rozbił się u wybrzeży miasta podczas sztormu. Wraz ze statkiem morze
zabrał także mojego przyszłego męża Kalira. Zostałam sama w tym dziwnym
mieście. Tutejsze elfy były jakieś dziwne. miały taką jasną skórę, i
takie jasne włosy i oczy. Również ludzie. Dowiedziałam się, że tą krainą
władają jakieś Uruk-hai, ale nie znam żadnego. Chyba fajnie jest być takim
Uruk-hai. Na pewno są przystojni i inteligentni skoro władają taką wielką
krainą. Z pewnością są rycerzami. Muszę poznać tego katna. Ale pierwsze o
co mnie matka prosiła to złożyć hołd prawdziwemu władcy. Chmmm... jeszcze
nigdy nie widziałam
reptiliona. Ponoć są podobni do skorpilionów. gdy wrócę to sprowadzę
znowu władców do Miasta Mieczy! Powrócą też rycerze...
I
jak wam się podoba? Chyba lepiej niż same gołe współczynniki?
autor: Shoikan
|